Neverworld Grid

You are not logged in. Would you like to login or register?

Yesterday 9:37 am  #1


Zamiast rozpisywać harmogram

Mam taką przypadłość – muszę wszystko zaplanować. W kalendarzu mam rozpisaną każdą godzinę, łącznie z piciem kawy. Pracuję jako projektantka wnętrz, więc precyzja to niby zaleta. Ale czasem mój mózg nie chce się wyłączyć. Nawet wieczorem, zamiast odpoczywać, obmyślam, jak przesunąć ścianę w sypialni klienta albo jakie płytki dobrać do łazienki. W zeszłym roku, po jednym z takich koszmarnych tygodni, padłam na twarz. W sensie – psychicznie. Projekt penthouse’u, termin, który gonił szybciej niż mój pies, gdy widzi smakołyk. Klient zmieniał zdanie trzy razy dziennie. Dokończyłam wszystko w piątek o 23. W sobotę rano obudziłam się i poczułam pustkę. Taką, że nawet nie chciało mi się wyjść z łóżka. Ale trzeba było, bo kawa, bo pies, bo życie.

Padało. Szaro, buro, przez okno widziałam tylko mokry chodnik i faceta z parasolem, który wyglądał jak zgubiony pingwin. Włączyłam telewizor, ale tam same katastrofy. Przewijałam telefon bez celu. I wtedy zobaczyłam reklamę – coś o grach online. Zazwyczaj przelatuję obok takich rzeczy obojętnie, ale tego dnia miałam w głowie chaos. Pomyślałam, że może to niegłupie. W końcu kiedy ostatnio zrobiłam coś bez planu? Bez rozpisywania ryzyka i zysków? Chyba w podstawówce, gdy skoczyłam z mostu do rzeki. Potem był lament matki.

Ruszyło mnie to. Zaczęłam szukać. No i trafiłam na stronę, gdzie trzeba było się zarejestrować. Tak wyszło, że akurat trafiłam na vavada rejestracja – prościej niż myślałam. Najpierw myślałam, że to jakaś ściema, że będą wyciągać dane, ale formularz był krótki. Podałam maila, wymyśliłam hasło, kliknęłam potwierdzenie. I nagle miałam przed sobą kolorowy świat, pełen bębnów i dzwoneczków. Poczułam się, jakbym weszła do innej rzeczywistości. Bez harmonogramu, bez listy zadań.

Postanowiłam zagrać tak, dla śmiechu. Wpłaciłam równowartość dwóch pizz, czyli tyle, ile normalnie wydałabym na głupie zamówienie online. Wybrałam pierwszy automat, który wydał mi się najzabawniejszy – były tam ptaki, które spadały i robiły hałas. Zacisnęłam pięści jak przed egzaminem. I co? Przegrałam, wygrałam, przegrałam. Ale to nie bolało, bo cały czas myślałam o tych ptakach. Chichotałam jak nastolatka. Pół godziny minęło w tempie ekspresowym, a ja nawet nie spojrzałam na zegarek. Kiedy w końcu zobaczyłam, że na koncie została drobna kwota, postanowiłam je wypłacić. Nie dla pieniędzy, tylko dla satysfakcji. Takiej, że mogę zakończyć, kiedy chcę.

Wieczorem, leżąc w łóżku, uświadomiłam sobie, że to pierwszy raz od miesięcy, kiedy nie kontrolowałam wyniku. Nie miałam żadnego planu na wygraną ani strategii. Oddałam się temu, co po prostu się dzieje. I to było dziwnie przyjemne. Nie myślałam o projekcie, o tym, czy klient mnie pochwali, czy zlecenie się opłaci. Był tylko ekran i ta lekka niepewność. A niepewność – dla kogoś takiego jak ja – to jak wyjście z betonowej klatki.

Kilka dni później wróciłam. Wyrwałam się na zakupy, ale akurat skończyło mi się coś w grafiku, czułam się niedospana. Zamiast walczyć z sennością, zajrzałam do telefonu. Pomyślałam: skoro raz udało mi się nie zwariować, czemu nie spróbować jeszcze. Znów pojawiła się potrzebna opcja, a ja bez namysłu przeszłam przez vavada rejestracja, bo tym razem miałam już konto, ale sprawdzałam przelew. Może to dziwne, ale polubiłam ten moment rejestracji, kiedy po prostu zaznaczasz, że nie jesteś robotem. Taki mały informacyjny wstęp do rozrywki. Włączyłam grę z owocami, bo to podobno klasyka. Grałam krótko, bo dzwoniła teściowa. Ale gdy się rozłączyłam, wróciłam myślą do tego, jak mało potrzeba, by oderwać się od własnych myśli.

Z czasem zauważyłam coś ważnego. Te wizyty w kasynie online, nawet te najkrótsze, nauczyły mnie jednej rzeczy: nie wszystko trzeba planować. Można postawić małą kwotę, kliknąć i pozwolić, żeby los zadecydował. To było dla mnie jak ćwiczenie z akceptacji chaosu. Zdarzyło mi się przegrać więcej, niż chciałam? Raz tak, ale była to kwota, którą mogłam stracić. Zdarzyło się wygrać taką, że starczyło na dobrą kosmetyczkę. Ale najważniejsze, że przestałam panikować, kiedy coś dzieje się inaczej, niż zakładam.

Teraz, kiedy znowu mam ochotę kontrolować wszystko wokół, przypominam sobie tamten deszczowy wieczór i te ptaki z gry. Czasem, zamiast robić listę rzeczy do zrobienia, wybieram zupełnie przypadkową grę. I wiem, że jeśli przegra – to świat się nie zawali. Jeśli wygram – poczuję miły dreszcz. A jeśli zdarzy mi się po drodze jeszcze raz trafić na vavada rejestracja, to po prostu się uśmiechnę. Bo to nie jest o tym, żeby ciągle wygrywać. Chodzi o to, żeby umieć odpuścić.

Może komuś zabrzmi to jak dziwna lekcja z hazardu. Ja myślę o tym inaczej. Hazard, granice, fortuna – to nie są tematy, które omawiałam przy kolacji. Ale dzięki tym prostym, niemądrym grom zrozumiałam, że moja kontrola to często iluzja. Nawet najlepszy projekt może wywrócić się przez kaprys klienta, a życie potrafi zaskoczyć jak automat z niespodzianką. Wystarczy czasem dać sobie prawo do tego, żeby nie wiedzieć, co będzie. I to jest w porządku.

Dziś wieczorem znów pada. Pies śpi obok, a ja zamiast otwierać terminarz, sięgam po tablet. Nie mam wielkich nadziei, nie mam planów. Mam tylko piętnaście minut, żeby przez chwilę nie planować. I wiecie co? Zdążyłam już polubić to uczucie.

 

Board footera